Zjeżdzalnia miejska – Bristol

09
maj

Rewolucja transportu miejskiego w Bristolu! By ułatwić przemieszczanie się po mieście w angielskim mieście wprowadzono pewne niekonwencjonalne rozwiązanie. Jakie? Odpowiedź w filmie.

Pierwszy Poznański Fab Lab – Zakład

04
maj

3_wnętrze

W ostatnią środę postanowiłem odwiedzić nowe, niezwykłe miejsce jakie powstaje w Poznaniu – Zakład. Zakład ma być prowadzony na zasadzie Fab Lab’u (o tej idei pisałem kiedyś tu). Ta wyjątkowa przestrzeń będzie przeznaczona nie tylko dla majsterkowiczów, ale również dla mieszkańców, którzy zechcą poznać tajniki naprawy m.in. roweru, wszyć się w techniki szyciowe (toreb czy ubrań) lub programować jak rasowy programista (małe i duże urządzenia). Wszystko to odbędzie się przy wsparciu doświadczonych fachowców oraz pod czujnym okiem jeżyckich panów „złota rączka”.

Zakład znajduje się w jednym z magicznych, jeżyckich podwórek, w fabrycznej hali w których mieściły się niegdyś Poznańskie Zakłady Graficzne.

Zaraz po wejściu na halę ma się wrażenie, że mimo zmiany właściela, duch miejsca pozostał . Rozległe fabryczne przestrzenie wypełnia zapach farby i smaru przypominając o minionych czasach prosperity przedsiębiorstwa graficznego. Na terenie całego warsztatu porozstawiane są narzędzia a w kątach leżą przeróżne przedmioty pochodzące z odzysku. Metalowe elementy cierpliwie czekają na swoje nowe zastosowane (tzw. upcycling) a przy wykorzystaniu dostępnego sprzętu budowa futurystycznego wehikułu czasu w zakładzie nie zajęłaby nawet kwadransu.

1_wnętrze 2_wnętrze 6_maszyna

Rodzi się tylko pytanie po co konstruować wehikuł, skoro przekraczając próg Zakładu mamy wrażenie jakbyśmy przenieśli się do czasów bardzo odległych. Tak odległych, że słowo Internet kojarzone było jeszcze jedynie z Internatem a telefon nie psuł się po dwóch latach. ( jak to bywa w przypadku naszych bezprzewodowych Szajsfonów)

Pomysłodawcy poznańskiego Fab Lab’u (kilku przyjaciół z fundacji Animatornia), od kilku miesięcy kolekcjonowali sprzęt, który wkrótce przysłuży się uczestnikom cyklicznych warsztatów. Na warsztatach będziemy mieli okazję poprawić nasze manualne umiejętności, naprawić to co z pozoru wydawało nam się nienaprawialne oraz odkopiemy talenty, których do tej pory jeszcze nie udało nam się odkryć.

Niesamowity klimat wnętrz tworzą przedwojenne, stylowe meble, masa śrubek, małych nakrętek, wysłużona tokarka oraz kultowe plakaty filmowe z lat 70’. Ten klimat tak bardzo pobudził moją kreatywność i wprowadził mnie w atmosferę pracy, że miałem ochotę chwycić za młotek i na szybko „coś” zmontować. Do pełni szczęścia zabrakło mi jedynie piosenek Mieczysława Fogga pogrywających w takt turkoczących maszyn. Nic straconego, Animatorzy przy jednym z jeżyckich śmietników znaleźli ostatnio dwie całkiem sprawne kolumny, które pewnie w przyszłości pozwolą rozwiązać ten problem.

Jednak moją szczególną uwagę przykuł plakat z zakreskowaną czarnym cienkopisem podobizną Michaela Jacksona. Jak widać pracownicy byłych Zakładów Graficznych, nigdy nie pogodzili się z białym wizerunkiem legendy popu

.5_majkel

Po krótkiej wizji lokalnej, Paweł i Żaneta usadzili mnie na komfortowej kanapie z odzysku i opowiedzieli o niełatwych początkach, pierwszych warsztatach oraz przedstawili mi plany funkcjonowania Fab Lab’u na najbliższe miesiące. Poniżej znajdziecie zdjęcia z  warsztatów, które odbyły się w tym roku.

spotkanie z lokalsami spotkanie z lokalsami 2 strefa relaksu warsztaty malarskie warsztaty programistyczne warsztaty rowerowe warsztaty rowerowe (2) warsztaty solarskie _4 warsztaty stolarskie 2 warsztaty stolarskie 3 warsztaty szyciowe warsztaty szyciowe (2)

Jeżeli więc masz ciekawy pomysł, lecz nie posiadasz odpowiednich narzędzi lub wiedzy by go zrealizować, Zakład Ci to umożliwi. Niebawem w poznańskim FabLabie znajdziesz nie tylko stolarnie, ślusarnie, stanowisko do spawania, ale także drukarkę 3d, ploter laserowy czy frezarkę CNC. Ponadto w “Zakładzie” powstanie pracownia krawiecka, malarska, miejsce do wytwarzania wyrobów ceramicznych oraz scena teatralna. Oficjalne otwarcie Zakładu 10 maja o godzinie 16.00. Kolejne warsztaty odbędą się już w piątek. Tym razem poświęcone bedą Pierwszej Pomocy. Więcej infomacji znajdziecie tu

Wpadnijce, bo warto.

Więcej informacji: Zakład w Budowie.
Zdjęcia: Katarzyna Balicka, Przemysław Tomczak, Fundacja Animatornia

Ogród społeczny – Poznań

25
lut

Już kiedyś pisałem —> o tutaj <— czym jest ogród społeczny i jak funkcjonuje takie miejsce w Berlinie. Dzisiaj chciałbym naświetlić wam inicjatywę, która zrodziła się całkiem spontanicznie i ma szansę stać się niezwykłym miejscem na mapie atrakcji Poznania.

W  Parku Kasprowicza odbyły się już drugie warsztaty (tym razem ogrodnicze), które są zalążkiem pierwszego ogrodu społecznego w Poznaniu. Warsztaty skutecznie wyciągnęły mieszkańców z domu. Całe rodziny miały nie tylko okazję zasadzić wspólnie słoneczniki, ale także  przekonać się o korzyściach jakie wynikają z powstania Ogrodu w ich sąsiedztwie. [ Oczywiście nie mogło redaktora M4L tam zabraknąć;)Udało mi się skleić "na szybko"  dla was filmową mini relację z warsztatów, którą zamieszczam powyżej.]  Wróćmy jednak do ogrodu i jego początków…

CO TO ZA MIEJSCE?

Poznański Ogród Społeczny ma powstać na terenie byłej już, otwartej pływalni w Parku Kasprowicza (w dzielnicy Łazarz). Kąpielisko było kultowym miejscem dla okolicznych mieszkańców, jednak stało się nierentowne, więc kilka lat temu zapadła decyzja aby zamknąć pływalnię. Od tego czasu obiekt popada w ruinę. Całkiem spory, atrakcyjny teren jest smakowitym kąskiem dla inwestorów, którzy woleliby zalać zieloną enklawę betonem, niż wypełnić niecki basenów wodą. Niestety żaden z inwestorów nie kwapi się by przywrócić temu miejscu funkcję rekreacyjną.

DLACZEGO ŁAZARZ?

Łazarz to miejsce wyludniające się. Według danych od 2000 roku dzielnicę opuściło ponad 11 tys osób (źródło). Z sondaży, które przeprowadził Kolektyw Kąpielisko wśród mieszkańców, wynikało, że dzielnica ma bardzo ubogą ofertę kulturalną. Mimo to prawie każdy rozmówca wyrażał chęć uczestniczenia w życiu lokalnym. Łazarz to piękna, historyczna dzielnica z olbrzymim potencjałem przestrzennym. Ogród społeczny mógłby nie tylko wzmocnić więzy lokalne, ale stać się atrakcyjnym miejscem, do którego warto wpaść odpocząć i spotkać się z sąsiadami.

KTO ZA TYM STOI?

Na szczęście, oprócz łapczywych inwestorów znalazła się grupa ludzi z energią, która ma zamiar przywrócić życie temu miejscu. Tak powstał Kolektyw Kąpielisko, czyli stowarzyszenie, którego członkami są architekci, projektanci zieleni, graficy, kulturoznawcy, ogrodnicy i mieszkańcy Łazarza.

CO W OGRODZIE?

Wszyscy kolektywiści działają non (material) profit, więc może nie postawią mieszkańcom aquaparku, ale za to mają mnóstwo świetnych pomysłów aby stworzyć ciekawe miejsce do spotkań, twórczych działań i wymiany doświadczeń. 

Wśród wielu pomysłów warto wymienić takie swojskie jak: wspólna uprawa warzyw i ziół, warsztatownia rowerowa, restauracja ze zdrową żywnością (prosto z sąsiedniej grządki), basenik dla dzieci. Co ciekawe, ogród ma stać się miejscem otwartym na wszelkie lokalne społeczne inicjatywy mieszkańców. W założeniu ma to funkcjonować na zasadzie: Umiesz robić na drutach? Przyjdź i pokaż dzieciakom, jak to się robi. Grasz na czymś? Zagraj dla publiczności na kąpielisku. Masz w domu stare meble/maszyny do szycia i nie wiesz co z nimi zrobić? Przynieś nam, naprawimy i wykorzystamy, żeby się nie zmarnowało. Podczas ostatnich warsztatów dobrowolnie zgłosili się już pierwsi chętni do prowadzenie bezpłatnych lekcji dla swoich sąsiadów (m.in pani Yoginka i Pan “złota rączka: od rowerów). Jest potencjał! ;)

Dzięki przyznaniu grantu z Urzędu miasta cześć z tych pomysłów już pomału udaje się wcielać w życie. Tak powstały między innymi sobotnie warsztaty “Słoneczniki Karmniki”, podczas których mieszkańcy mieli okazję zasadzić słoneczniki w doniczkach i zabrać je do własnych domów. Kiedy słoneczniki podrosną mieszkańcy będą mogli ulokować je na terene Ogrodu. Słoneczniki utworzą labirynt, który zapewne szybko stanie się atrakcją dla najmłodszych.

Są także te bardziej odjechane, aczkolwiek wciąż realne pomysły takie jak: bike polo w niecce basenu, kino letnie pod chmurką, teatr w plenerze, koncerty unplugged.  Co ważne każdy chętny mieszkaniec otrzyma swoją kwaterę, w której będzie mógł posadzić własne warzywa, a dzięki obszernej wiedzy specjalistów z Kolektywu, uzyska wskazówki jak uprawiać i pielęgnować własne rośliny.

A MOŻE TY?

Działalność ogrodu według planu ma rozpocząć się w maju 2014 roku. Jeśli jesteś synem Abramowicza i chciałbyś przyspieszyć proces powstania ogrodu, daj znać. Jeżeli jednak urodziłeś się  w mniej zamożnej rodzinie, tak jak my, ale masz serce i chęci do tego, żeby współtworzyć tak inspirujące miejsce to również pozostańmy w kontakcie:)

Źródło: Kolektyw Kąpielisko, materiały własne

Wypełniacze luk – Christchurch

02
lut

W roku 2011 Christchurch nawiedziło trzęsienie ziemi, które odebrało życie 185 osobom i zniszczyło znaczną część miasta. Moja koleżanka, która podróżowała ostatnio po Nowej Zelandii, napisała mi, że mimo upływu lat, miasto nadal wygląda jak “dzień po katastrofie”. Podczas gdy miejscowi urzędnicy  spierają się nad tym w jakiej formie odbudować miasto (dla ludzi czy dla samochodów), mieszkańcy biorą sprawy we własne ręce i zmieniają oblicze Christchurch.

By przywrócić życie miastu mieszkańcy postanowili tymczasowo zagospodarować zdegradowane przestrzenie miedzy budynkami. Tak powstała inicjatywa Gap fillers. Wypełniacze luk (Gap fillers) to kreatywne miejsca, które przyciągają ludzi i zachęcają do wspólnego spędzania czasu. Jest to również, ciekawy eksperyment społeczny, który powinien wskazać “ludziom decyzyjnym” właściwy kierunek odbudowy miasta, uwzględniający podobne przestrzenie w nowym planie. Wśród ciekawych pomysłów Gap fillers’ów można wyróżnić między innymi: matę do tańczenia, pawilon z palet, ogólnodostępne bibliotekę i pianino. (więcej w filmie powyżej)

Na szczęście na chwilę przed tym zanim władze zdecydowały się wybudować szerokie arterie,korporacyjne molochy i deweloperskie mega osiedla, burmistrz postanowił wezwać na pomoc supermena, w postaci superurbanisty Jana Gehla wraz z jego niezawodną superświtą. Ekipa Gehla, nie zrobiła nic przełomowego, namówiła jedynie burmistrza aby zapytał mieszkańców “jak oni wyobrażają sobie nowe miasto”.Nasuwa się tylko pytanie czy po by dojść do takiej konkluzji, trzeba było ściągać superświtę z drugiego końca świata? Jak widać, nie tylko w Polsce, obywatel znajduje się na końcu łańcucha pokarmowego.]

 Wracając jednak do tematu. O dziwo, napłynęło ponad 106 tysięcy opinii obywateli. Jaka niespodzianka! Jaki wielki szok musieli przeżyć rządzący, jak się okazało, że zdecydowana większość mieszkańców wcale nie chce centrów handlowych, ale małe sklepy. Nie chce ekspresowych dróg, ale ścieżki rowerowe i szerokie chodniki. Nie chce parkingów, ale przestrzenie publiczne, gdzie można pogaworzyć o życiu, wypić kawę i takich miejsc w których mogliby rozłożyć matę i tak po ludzku, spontanicznie zatańczyć.

Źródło: “Ludzki Wymiar” Andreas Dalsgaard, Gap Fillers

Restaurant Day – Poznań

17
lis

W sobotę miałem okazji uczestniczyć w smakowitej inicjatywie, która zamieniła szarobure miejskie ulice i zimne betonowe chodniki w miejsca emanujące ciepłem i tętniące życiem. Jeżeli idąc ulicami swojego miasta natrafiłeś na stragany kipiące kolorowymi wypiekami to wiedz, że właśnie wpadłeś w sidła jednodniowej akcji, która niepozornie zwie się  “Restaurant Day”. Tego dnia każdy może otworzyć swoją restaurację. Teraz już wiem, że Restuarant Day to pułapka, z której ciężko się wydostać, dopóki nie wypełni się żołądka do pełna. Nawet taki ignorant jak ja, który nie widzi dużej różnicy pomiędzy brzoskwinią a nektarynką, został nieświadomie złapany w sidła i uwiedziony kuszącymi zapachami.

“Stolica Wielkopolski była pierwszym miastem w Polsce i jednym z pierwszych na świecie, gdzie ludzie zaczęli włączać się do tej ogólnoświatowej akcji zapoczątkowanej w Finlandii.    [   a tu macie film z fińskiej akcji  ]

Pełne smaku tym razem były też Jeżyce, gdzie m.in. na malutkiej uliczce Zacisze wśród secesyjnych kamienic było można odwiedzić dwie jednodniowe restauracje. W klubie “U Sąsiadek” były domowej roboty pasztet, zupy, pierogi z trzema nadzieniami i desery, a na przeciwko u Dobrych dziewczyn było…jedzenie z koszyczka. Trzeba było napisać zamówienie, wraz z pieniędzmi (12 złotych za 4 ciasta) włożyć do koszyka pełnego liści i zadzwonić domofonem. Koszyk wędrował wciągany po ścianie kamienicy na ostatnie piętro, gdzie Dziewczyny przyjmowały i szykowały słodkości. I znowu koszyk zjeżdżał w dół. “

Jeżeli wybierzecie się kiedyś na “Restaurant Day” w Poznaniu to koniecznie zajrzyjcie do “Doliny Muffinków”. Tam pożarłem najlepsze muffiny jakie jadłem w życiu. Wielosmakowe babeczki, podane  w różnych wariacjach zaspokoją gusta najwybredniejsza smakosza. Nawet tak wybrednego jak ja!ródło: Głos Wielkopolski, film z sierpniowej akcji – Bien )

Sukkah, czyli dom dla Żyda – New York

06
lis

Niedawno w Poznaniu odbyły się warsztaty zorganizowane z okazji najbardziej radosnego, żydowskiego święta – Sukkot. Zadaniem uczestników było zaprojektowanie i wybudowanie nowoczesnego odpowiednika żydowskiego szałasu tzw. Sukki(efekty warsztatów znajdziecie – tutaj). Temat mnie zaciekawił, bo do wczoraj na temat samego święta wiedziałem mniej więcej tyle co na temat obecnej sytuacji gospodarczej gminy Rokietnica (czyli nic), a słowo sukka bynajmniej nie kojarzyło mi się z szałasem.

To tak w ramach rozjaśnienia. Sukkah, to schronienie wznoszone przez ortodoksyjnych żydów na czas trwania świąt. W czasie tego okresu całe rodziny spożywają tam posiłki, kręcą bokobrody a czasem nawet śpią. Tradycyjna Sukkah (po polsku Sukka, Kuczka), budowana jest zazwyczaj z naturalnych, lekkich i łatwo dostępnych materiałów (gałęzie, palmowe liście, patyki). Ta organiczna budowla ma upamiętniać schronienia w których Żydzi mieszkali na pustyni po ucieczce z Egiptu. Co ciekawe, w łódzkich podwórzach kamienic przy ulicy Piotrkowskiej nadal można odnaleźć Sukki (kuczki), w formie drewnianych wykuszów, budowane przez polskich żydów jeszcze na długo przed wojną (zdjęcie).

Z racji tego, że poznańska inicjatywa nie doczekała się jeszcze wideorelacji,  wstawiam powyżej film z nowojorskiej akcji budowania szałasów. Tak więc jeżeli zobaczycie kiedyś Żyda siedzącego w szałasie, to bądźcie pewni, że to niekoniecznie kiepska sytuacja materialne, go tam sprowadziła. Szalom.

Źródła: budujemyszalas.org, wikipedia

Re-union Public House – Londyn

12
wrz

Dzisiaj napiszę słów kilka, bo mam taki kaprys, o fantastycznym projekcie grupy EXYZT zrealizowanym w dzielnicy Southwark w Londynie. Z góry jednak oznajmiam, że słowo „public house” zawarte w tytule wpisu niewiele ma wspólnego z naszym, polskim odpowiednikiem w postaci „domu publicznego”. Chociaż… kto tam wie co Ci Anglicy wyprawiają po tych kilku pintach piwa…

No, ale wracając do tematu, Re-union Public House, to taka tymczasowa przestrzeń publiczna, która ma za zadanie działać jak magnes i wyciągać ludzi z mieszkań, zachęcając ich przy tym do spędzenia wolnego czasu razem z sąsiadami. Architekci z grupy EXYZT angażując okolicznych mieszkańców stworzyli wielofunkcyjną przestrzeń przy pomocy tanich i łatwo dostępnych materiałów. Zgodnie ze szczytną ideą recyclingu, po demontażu obiektu, materiały nie trafią do domowych palenisk, ale zostaną użyte przy kolejnej instalacji grupy EXYZT.

Co ciekawe, w Re-union znajdziemy nie tylko strefę pijacko-gastrofazową, ale także strefę kulturalną gdzie uczestnik ma szansę „odchamić się” podczas oglądania kultowego film, tudzież uraczyć się przy taktach muzyki granej na żywo. Ku uciesze tych młodszych, ale też tych nieco starszych, architekci wybudowali niewielki basen kąpielowy oraz postawili darmową saunę, która w sposób historyczny odnosi się do łaźni miejskiej działającej dwa wieki temu w dzielnicy Southwark.

Otwarcie przyznam, że bardzo urzekł mnie pomysł stworzenia małych straganów przy których mieszkańcy mogą sprzedawać domowej roboty produkty a zarobione przy tym pieniądze tradycyjnie mogą przepić w lokalnym pubie. Jednak najmocniej projektanci ujęli mnie za serce, gdy pomyśleli także o osobach spoza dzielnicy i przygotowali dla nich mini pole namiotowe oraz darmowe prysznice. Dzięki czemu strudzeni gringos mają okazję bawić się z mieszkańcami do białego rana, nie martwiąc się o rychły powrót do domu. Z kolei dla tych bardziej wyciszonych i mniej imprezowych na tyłach działki, w ukrytym ogrodzie przewidziano strefę chilloutu.

Jeżeli jednak, z natury jesteście wybredni lub macie syndrom jedynaka, czyli ciągle wam mało, możecie wrzucać swoje wnioski, pomysły i zażalenia do specjalnej skrzynki „Idea Box” znajdującej się na zapleczu Re-union Public House. No, ale czego chcieć więcej?!

Źródło: www.exyzt.org

Miasto projektu mieszkańca – Holandia

07
mar

Almere to eksperymentalne miasto położone niedaleko Amsterdamu. To Holenderskie miasto powstało zaledwie kilkadziesiąt lat temu i od tego czasu pozwala ucieleśniać fantastyczne pomysły architektów i wprowadzać w życie niebanalne rozwiązania urbanistów. Tym razem ma jednak stać się inaczej. To mieszkańcy wejdą w rolę planistów i będą mieli wpływ na kształt nowej dzielnicy miasta Almere – Oosterwold.

Fab Lab – zrób to sam!

19
paź

W ramach festiwalu „Cohabitat – Gathering”  niezwykle inspirujący wykład wygłosił  Frank Kresin,  który prowadzi amsterdamski Fab – Lab. Właśnie Frank natchnął mnie do opisania i wyjaśnienia idei tzw. „Fab Lab’”ów.

Fab Labs ( Fabrications Laboratorium ) – miejskie mini laboratoria, to kolejny krok w kierunku uniezależnienia się od badziewnego produktu zalewającego półki naszych kochanych Superhipermegamarketów.  Być może już niedługo nastąpi ten dzień, kiedy to z czułością uśmiechniemy się w stronę naszych żółtych przyjaciół z państwa środka, by następnie zakomunikować im: „Nie dziękujemy, nie potrzebujemy już więcej waszych tanich produktów”.

Fab Lab to rozprzestrzeniająca się na świecie ciekawa idea( lista Fab Lab’ów ), która powstała po to by dać nam możliwość stworzenia produktu całkowicie odpowiadającego naszym potrzebom i w dodatku na naszym podwórku. Tak, dosłownie na podwórku. Bo tu nie chodzi o to, żeby w podpoznańskich  Kamionkach budować wielkie założenia fabryczne obok willowych osiedli . Nie chodzi o to by  zamykać szkoły a dzieci wysyłać do pobliskich megafabryk z internatem (nie mylić z internetem). Tu generalnie chodzi o budowanie małych, darmowych, otwartych dla każdego laboratoriów ( organizowanych przez lokalsów dla lokalsów ), zlokalizowanych w odległości nie większej niż dwie przecznice od naszej „mety”. Po co? Między innymi po to:

Również po to żeby ucieleśnić zrodzone w naszych głowach wszelkie wyimaginowane pomysły. Być może po to by odtworzyć sentymentalny, zniszczony, babciny podarunek, który po wojnie przestał być produkowany masowo. Może właśnie po to by wyprodukować ulubiony kubek z idealnie dopasowanym uchwytem. Także po to żeby „wydrukować” brakujący element łańcucha rowerowego, zrobić ulubioną zabawkę, a może tylko po to by zbudować najwygodniejsze krzesło świata dopasowane do profilu naszych pleców.

Słowo „Laboratorium” przeciętnemu Przemysławowi Kowalskiemu kojarzy się z miejscem gdzie przeprowadzane są zawiłe eksperymenty nadzorowane przez sztab wyszkolonych „ekspertów”. Jednakże teraz jak Przemysław poczytał, to już wie, że nie chodzi tu o to, żeby czym prędzej robić licencję konstruktora albo  przeszukiwać  Groupon’a w celu znalezienia kursu „młodego technika” by móc skorzystać z laboratorium.

Pozwolę sobie przytoczyć subiektywny, aczkolwiek obrazujący przykład na jakiej zasadzie mogłoby takie laboratorium funkcjonować.

Agnieszka ( zbieżność imion jest przypadkowa )  przynosi do Fab Labu  rozrysowany na szybko szkic własnej torebki , na kartce. Uprzejmy „ekspert”- Szymon, student architektury wyrysowuje Agnieszkowy produkt na komputerze. Z kolei Olek, adiunkt na ASP,  pokaże Agnieszce jak stworzyć formę. Darek, który po godzinach pracuje w drukarni CCS, pokaże Agnieszce jak obsłużyć maszynę w Laboratorium. Agnieszka pomaga przy składaniu elementów, obserwuje proces i w końcu otrzymuje swoją wymarzoną torebkę. W takim razie co Agnieszka może dać  w zamian? Może nic nie dać, a może upiecze zajebisty placek drożdżowy i poczęstuje chłopaków w  Fab Lab’ie.  Może w sobotę zaopiekuje się chorą babcią Darka, a może ogarnie trochę w laboratorium by przygotować stanowiska do pracy. Jest też całkiem realna szansa, że po tym całym doświadczeniu w Fab Lab’ie to Agnieszka wkrótce zostanie „ekspertem” i będzie w wolnych chwilach pomagała innym przy urzeczywistnianiu ich projektów. A więc chodzi tu też o taką społeczną wymianę doświadczeń.

Czekam zatem aż w Poznaniu powstanie pierwszy Fab Lab! Olek do roboty!

Wpis nie zawierał lokowania jakiegokolwiek produktu. ( CCS póki co tez nie sponsoruje mojego blog. A szkoda ;> ) Jak ktoś chce poczytać, bądź dowiedzieć się więcej o FabLab’ach to polecam stronę: www.

Warsztaty “ZTS 2.0″ – wideorelacja

02
wrz

Tym razem zapraszam na profesjonalną wideorelacje z warsztatów “Zrób to sam 2.0″. Nasze poznańskie Trio  (Olek, Mirek, Ja ) także ma swój mały spontaniczny epizod w filmie ;). Powyższe podsumowanie jest jednym z elementów promujących festiwal “Cohabitat Gathering 2012″, który odbędzie się w październiku w Łodzi.

Festiwal przybliży zagadnienia poświecone architekturze naturalnej, budowaniu społeczności, współpracy open-source oraz poruszony zostanie temat autonomicznych siedlisk. W imieniu Cohabitatu, serdecznie zapraszam.

Strona kampanii: http://polakpotrafi.pl/projekt/Cohabitat-Gathering-2012/
Event na FB: http://www.facebook.com/events/425611754142220/

Warsztaty “Zrób to sam” Fotorelacja

22
sie

||| Kliknij na slajder aby zobaczyć fotoleracje w powiększeniu. |||

Wyjazd do Kwilna na warsztaty „Zrób to sam 2.0″ organizowane przez grupę Cohabitat był dla mnie swoistym oczyszczeniem. Owe katharsis nastąpiło w sposób fizyczny dla mojego żołądka (10 dni bez mięsa i nabiału) oraz w sposób duchowy dla mojego umysłu (10 dni bez mediów i miejskiego zgiełku).

Każdy dzień rozpoczynał się od merytorycznych wykładów w wielkiej hali poprzemysłowej. Gdy już  ulokowaliśmy się na wygodnych belach słomy z uwagą wsłuchiwaliśmy się w prelekcje poświęcone budownictwu naturalnemu. Po zakończeniu części teoretycznej stawaliśmy przed wyborem zapisu do preferowanej grupy warsztatowej. A wybierać było z czego:

  • Grupa 1: Strawbale – budowa domu o samonośnej konstrukcji z balotów słomy.
  • Grupa 2: Cordwood – stawianie ścianki działowej przy wykorzystaniu polan drzewnych ( drewna opałowego ).
  • Grupa 3: Glina Lekka – wznoszenie ściany działowej przy użyciu mieszanki gliniano – słomianej.
  • Grupa 4: Kolektor powietrzny – konstruowanie urządzenia grzewczego wykorzystującego energie słoneczną (  materiały pochodziły także z recyclingu m.in.. puszki po piwie ).
  • Grupa 5: Kolektor wodny – montowanie urządzenia służącego do ogrzewania wody.
  • Grupa 6: Oczyszczalnia ścieków – tworzenie makiety przydomowej oczyszczalni ścieków.
  • Grupa 7: Permakultura – przygotowywanie grządek pod uprawę warzyw, budowanie pryzmy kompostowej służącej do ogrzewania wody oraz ochrona, szczepienie drzew i zapewnienie odpowiednich warunków do wzrostu roślin.

Od pracy odrywaliśmy się jedynie po to by zjeść pożywny posiłek przyrządzony zgodnie z cyklem Pięciu Przemian. Swoją drogą, był to dla mojego organizmu swoisty eksperyment. Początkowy sceptycyzm wobec wegetariańskich potraw, przerodził się w uznanie, że dania bezmięsne mogą mieć także spore właściwości energetyczne.

Po zakończeniu zajęć praktycznych odbywał się obchód po stanowiskach, podczas którego każda grupa prezentowała stopień zaawansowania prac. Postęp w poszczególnych grupach bywał bardzo zróżnicowany. Uwarunkowany był stopniem zaangażowania grupy w danym dniu. A z tym bywało różnie. ;-)

Niedługo po kolacji odbywały się w hali seanse filmowe poświęcone zagadnieniom z zakresu Permakultury i Budownictwa Naturalnego. Wśród szmerów zgromadzonych widzów dało się wychwycić odgłosy otwieranych puszek piwa. Z każdym kolejnym łykiem złocistego trunku, zmęczenie przeradzało się w melancholijny, beztroski chillout.

Zwieńczeniem dnia było wspólne muzykowanie, ogniste taneczne pokazy i ogrzewanie się przy ognisku ( nie tylko ciepłem samego ogniska). Gdy mijała północ senne rozmowy przeradzały się w chóralne śpiewy. Dzięki czemu zapomniane przeboje z młodzieńczych lat znów miały swoje pięć minut.

Gdy świt zaczynał konkurować z blaskiem ogniska a chłodne powietrze przenikało do szpiku kości, każdy uznawał za stosowne udanie się w stronę miejsc noclegowych. W namiocie większość z nas czym prędzej przybierała formę wielowarstwowej cebuli, nakładając na siebie kolejne wierzchnie ubrania znalezione w zasięgu ręki. Ci bardziej zmęczeni usypywali na sobie kopczyk z ciuchów zapadając bezwładnie w błogi sen..