Targ śniadaniowy – Warszawa

21
kwi

 

Myly Państwo,
Z przyczyny tej, iż dziesiątego dnia maja w bylej stolycy Rzeczypospolytej, Poznaniu, na terenie Kasprowicza Parku, odbędzie się po raz pierwszy Targ Śniadaniowy, zapragnąłem przybliżyć moim zacnym czytelnykom ideę tego jakże osobliwego wydarzenia, mającego na celu zachęcić (niekiedy zwaśnionych) sąsiadów do spożycia wspólnego posiłku na świeżym powietrzu.

Za nim jednak wspomnę o wydarzeniu, pozwolą myly państwo skupić na chwilę swoją atencyje, bym mógł przybliżyć państwu ową inicjatywę. Zatem donoszę uprzejmie, że po raz pierwszy myśl ta zrodziła się w zeszłym roku na stolecznym Żoliborzu, w syrenim grodzie. Prędko przypadła do gustu nie tylko lokalnym kupcom, ale także warszawskiej śmietance towarzyskiej, która tłumnie co sobotę gromadzila się w żolibowskim Parku, by zjeść wysmażoną jajecznicę z czerstwym chlebem, kupić prawdziwą swojską kielbase tudzież spróbować zdrowych i odżywczych jarzyn przywracających wigor i witalność wszelkim koniczynom.

Co wydawać się może interesujące, by umilić czas konsumpcyji oraz wspomóc trawienie sytej strawy, realizatorzy co tydzień spraszają inną, lokalną kapelę, która zapewnia muzyczne uniesienia, serwując w parku żwawą muzykę graną na żywo. Każdy warszawiak miał więc sposobność przekonać się, iż jedzenie pod chmurką milsze sercu jest aniżeli kosumpcja w czterech ścianach własnego przybytku. Ufam więc, że w stolycy księstwa Poznańskiego, owa inicjatywa, zostanie również ciepło przyjęta.

Więcej o event’cie: Targ Śniadaniowy

Ogród społeczny – Poznań

25
lut

Już kiedyś pisałem —> o tutaj <— czym jest ogród społeczny i jak funkcjonuje takie miejsce w Berlinie. Dzisiaj chciałbym naświetlić wam inicjatywę, która zrodziła się całkiem spontanicznie i ma szansę stać się niezwykłym miejscem na mapie atrakcji Poznania.

W  Parku Kasprowicza odbyły się już drugie warsztaty (tym razem ogrodnicze), które są zalążkiem pierwszego ogrodu społecznego w Poznaniu. Warsztaty skutecznie wyciągnęły mieszkańców z domu. Całe rodziny miały nie tylko okazję zasadzić wspólnie słoneczniki, ale także  przekonać się o korzyściach jakie wynikają z powstania Ogrodu w ich sąsiedztwie. [ Oczywiście nie mogło redaktora M4L tam zabraknąć;)Udało mi się skleić "na szybko"  dla was filmową mini relację z warsztatów, którą zamieszczam powyżej.]  Wróćmy jednak do ogrodu i jego początków…

CO TO ZA MIEJSCE?

Poznański Ogród Społeczny ma powstać na terenie byłej już, otwartej pływalni w Parku Kasprowicza (w dzielnicy Łazarz). Kąpielisko było kultowym miejscem dla okolicznych mieszkańców, jednak stało się nierentowne, więc kilka lat temu zapadła decyzja aby zamknąć pływalnię. Od tego czasu obiekt popada w ruinę. Całkiem spory, atrakcyjny teren jest smakowitym kąskiem dla inwestorów, którzy woleliby zalać zieloną enklawę betonem, niż wypełnić niecki basenów wodą. Niestety żaden z inwestorów nie kwapi się by przywrócić temu miejscu funkcję rekreacyjną.

DLACZEGO ŁAZARZ?

Łazarz to miejsce wyludniające się. Według danych od 2000 roku dzielnicę opuściło ponad 11 tys osób (źródło). Z sondaży, które przeprowadził Kolektyw Kąpielisko wśród mieszkańców, wynikało, że dzielnica ma bardzo ubogą ofertę kulturalną. Mimo to prawie każdy rozmówca wyrażał chęć uczestniczenia w życiu lokalnym. Łazarz to piękna, historyczna dzielnica z olbrzymim potencjałem przestrzennym. Ogród społeczny mógłby nie tylko wzmocnić więzy lokalne, ale stać się atrakcyjnym miejscem, do którego warto wpaść odpocząć i spotkać się z sąsiadami.

KTO ZA TYM STOI?

Na szczęście, oprócz łapczywych inwestorów znalazła się grupa ludzi z energią, która ma zamiar przywrócić życie temu miejscu. Tak powstał Kolektyw Kąpielisko, czyli stowarzyszenie, którego członkami są architekci, projektanci zieleni, graficy, kulturoznawcy, ogrodnicy i mieszkańcy Łazarza.

CO W OGRODZIE?

Wszyscy kolektywiści działają non (material) profit, więc może nie postawią mieszkańcom aquaparku, ale za to mają mnóstwo świetnych pomysłów aby stworzyć ciekawe miejsce do spotkań, twórczych działań i wymiany doświadczeń. 

Wśród wielu pomysłów warto wymienić takie swojskie jak: wspólna uprawa warzyw i ziół, warsztatownia rowerowa, restauracja ze zdrową żywnością (prosto z sąsiedniej grządki), basenik dla dzieci. Co ciekawe, ogród ma stać się miejscem otwartym na wszelkie lokalne społeczne inicjatywy mieszkańców. W założeniu ma to funkcjonować na zasadzie: Umiesz robić na drutach? Przyjdź i pokaż dzieciakom, jak to się robi. Grasz na czymś? Zagraj dla publiczności na kąpielisku. Masz w domu stare meble/maszyny do szycia i nie wiesz co z nimi zrobić? Przynieś nam, naprawimy i wykorzystamy, żeby się nie zmarnowało. Podczas ostatnich warsztatów dobrowolnie zgłosili się już pierwsi chętni do prowadzenie bezpłatnych lekcji dla swoich sąsiadów (m.in pani Yoginka i Pan “złota rączka: od rowerów). Jest potencjał! ;)

Dzięki przyznaniu grantu z Urzędu miasta cześć z tych pomysłów już pomału udaje się wcielać w życie. Tak powstały między innymi sobotnie warsztaty “Słoneczniki Karmniki”, podczas których mieszkańcy mieli okazję zasadzić słoneczniki w doniczkach i zabrać je do własnych domów. Kiedy słoneczniki podrosną mieszkańcy będą mogli ulokować je na terene Ogrodu. Słoneczniki utworzą labirynt, który zapewne szybko stanie się atrakcją dla najmłodszych.

Są także te bardziej odjechane, aczkolwiek wciąż realne pomysły takie jak: bike polo w niecce basenu, kino letnie pod chmurką, teatr w plenerze, koncerty unplugged.  Co ważne każdy chętny mieszkaniec otrzyma swoją kwaterę, w której będzie mógł posadzić własne warzywa, a dzięki obszernej wiedzy specjalistów z Kolektywu, uzyska wskazówki jak uprawiać i pielęgnować własne rośliny.

A MOŻE TY?

Działalność ogrodu według planu ma rozpocząć się w maju 2014 roku. Jeśli jesteś synem Abramowicza i chciałbyś przyspieszyć proces powstania ogrodu, daj znać. Jeżeli jednak urodziłeś się  w mniej zamożnej rodzinie, tak jak my, ale masz serce i chęci do tego, żeby współtworzyć tak inspirujące miejsce to również pozostańmy w kontakcie:)

Źródło: Kolektyw Kąpielisko, materiały własne

Plac pod parasolem – Dublin

01
lut

Meeting House Square to stosunkowo nowe miejsce w modnej i kulturalnej dzielnicy Temple Square w Dublinie. Głównym założeniem jakie przyświecało władzom miejskim kilka lat wcześniej było stworzenie przestrzeni do spotkań mieszkańców. Z racji tego, że w Dublinie pogoda bywa kapryśna, a plac nie grzeszył urodą, nie było to łatwe zadanie. Jednak dzielni architekci nie złożyli broni i… rozpostarli nad placem wielkie, mechaniczne Parasole. Dzięki czemu plac z powodzeniem służy jako scena dla koncertów, przedstawień teatralnych oraz jako plenerowe kino.

Ale nie tylko! W skutek innowatorskiej inicjatywy australijskiego winiarza McGuigan’a, plac na kilka dni został przekształcony w… winnicę. (więcej zdjęć i info : Urban Vineyard – Winnica Miejska). Idea ta może zrewolucjonizować podejście do produkcji wina, która do tej pory głównie odbywała się poza miastem. Co ważne, dzięki uprzejmości miasta większość event’ów organizowanych na placu jest za free, więc podejrzewam, że plac skutecznie przyciąga zarówno szkockich sąsiadów jak i liczne wycieczki z Poznania:).

Co więcej, w każde sobotnie poranki, plac przekształca się w targowisko, na którym można zakupić świeże produkty od lokalnych farmerów. Jednak dublińczycy dobrze radzą, aby wybrać się na plac z pustym brzuchem by móc spróbować chociaż połowy smakowitych, lokalnych specjałów.

Ogród społeczny – Berlin

24
sty

W Berlinie, w dzielnicy Kreuzberg kilka lat temu zrodził się bardzo ciekawy pomysł na zagospodarowanie jednej z wolnych działek. Lokalna społeczność, nie chciała kolejnego centrum handlowego pod nosem, więc własnymi rękami wybudowała ogród miejski. Od tego czasu Prinzessinengarten służy nie tylko mieszkańcom jako miejsce wypoczynku, ale także zaopatruje berlińczyków w zdrową żywność.

Na terenie ogrodu społecznego powstała restauracja, która serwuje posiłki składające się z warzyw i owoców zebranych w ogrodzie. Co ciekawe, miejsce to stało się na tyle popularne i atrakcyjne, że władze miejskie wykorzystują tą kreatywną ideę do promocji miasta na świecie. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że miasto nie przyłożyło ręki do powstania tej przestrzeni. Co otwarcie podkreślają założyciele ogrodu. Czy my przypadkiem nie znamy tego z własnej autopsji?

Trzymam kciuki również, za poznańską inicjatywę “Kolektywu Kąpielisko“. Na terenie parku Kasprowicza, na Łazarzu ma powstać pierwszy poznański ogród społeczny (więcej informacji). Mam nadzieję, że przysłuży się poznaniakom tak jak Prinzessinengarten berlińczykom.

Publiczny miejski sad – Seattle

21
gru


Kiedy rok temu spacerowałem po uroczych uliczkach Lizbony (relacja tu) co jakiś czas mijałem drzewa mandarynkowe obficie obwieszone owocami. Drzewa stały w przestrzeni publicznej, więc każdy kto tylko miał ochotę mógł bezkarnie zerwać mandarynkę nie wchodząc w konflikt z prawem. Wtedy pierwszy raz przeszła mi przez głowę pewna myśl. Co by było gdyby pewnego dnia prezydent mojego miasta wydał rozporządzenie o utworzeniu publicznych sadów w naszym mieście? Chciałbym dożyć dnia, kiedy wejdę do parku i stanę przed dylematem “jaki owoc chciałbym dzisiaj wszamać?”. Może schrupię dzisiaj jabłko, a może jednak zerwę sobie gruszkę, a potem wybiorę się na czereśnie?

Wtedy jednak prędko starałem się odpędzić tą myśl. Nie od dziś wiem, że bujanie w obłokach to moja częsta przypadłość, która na długie godziny nie pozwala mi zejść na ziemie… Dlatego przeglądając magazyn “Miasta#04″ ku mojej uciesze natrafiłem na wzmiankę o przymiarkach Seattle do utworzenia pierwszego na świecie “lasu roślin jadalnych”. Ulokowany w centrum miasta, Beacon Hill Food Forest obejmie obszar aż 3 hektarów i będzie można się w nim całkiem nieodpłatnie zaopatrzyć m.in. w jabłka, zioła, orzechy a nawet w ananasy. Jeżeli więc kiedyś będzie mi dane wpaść do Seattle na pewno wybiorę się tam na dobrą, pożywną “szamkę” :)

Link do artykułu opisujący ideę także w kontekście historycznym: ulicaekologiczna.pl

Stragan obok hali sportowej-Brooklyn

17
gru

barclays-center-arena-lead

Czasy się zmieniają. Dawniej architekci projektując halę sportową myśleli głównie o miejscach parkingowych. Dzisiaj natomiast myśli się nawet o miejscu dla straganiarzy, którzy w sąsiedztwie hali mogą sprzedawać lokalną żywność.

Gdy nowojorczyk wybierze się na niedzielny spacer, w pobliżu nowej hali zespołu Brooklyn Nets (projektu SHoP Archtiects) zakupi lokalne produkty u miejskich farmerów. Co ciekawe, nowojorska hala sportowa, jako jedna z nielicznych otrzymała w tym roku ekologiczny certyfikat LEED. Żeby otrzymać taki papierek nie wystarczy posadzić kilka drzewek wokół budynku. Architekci, wykonawcy i inwestorzy musieli mocno się natrudzić, żeby spełnić szereg rygorystycznych wymagań, które ostatecznie mają przynieść oszczędności dla budżetu miejskiego i korzyści dla środowiska naturalnego (kryteria certyfikatu LEED).

Szkoda, że projektanci polskiego stadionu narodowego skupili się głównie na sportowej funkcji obiektu, a nie na tej społecznej. Bo co jest lepsze dla mieszkańca? Niedochodowy stadion za miliardy odwiedzany “raz od święta” czy może stadion i dobrze zorganizowane targowisko na którym mieszkaniec może zaopatrzyć się w świeże, lokalne produkty? Rozumiem, że pierwsze skojarzenie Polaków związane z targowiskiem to niechlubny stadion dziesięciolecia. Jednak nie do końca takie targowisko mam na myśli. W Lizbonie i Barcelonie miałem okazję odwiedzić świetnie zorganizowane targowiska, które nie  przynosiły wstydu miastu, a wręcz przeciwnie stawały się atrakcją dla turystów. (np. targ La Boquiera w Barcelonie)

To jest czerwone światło dla naszych urzędników, którzy mają chrapkę na tereny małych, miejskich targowisk i koniecznie chcą wyeksmitować straganiarzy poza miasto. Amerykańscy urzędnicy popełnili ten sam błąd kilkanaście lat temu. Teraz biją się w pierś i zapraszają farmerów ponownie do miasta. (Pisałem i tym tu i tu).

Bo przecież te targowiska to naprawdę wspaniałe miejsce, które warto zachować. Zawsze jak wchodzę między stragany czuję niesamowity mikroklimat, który tworzą ludzie tam pracujący. Czy spacerując alejkami centrów handlowych odczuwacie coś podobnego? Bo ja NIE!

Zródło i Więcej: Inhabitat 

Restaurant Day – Poznań

17
lis

W sobotę miałem okazji uczestniczyć w smakowitej inicjatywie, która zamieniła szarobure miejskie ulice i zimne betonowe chodniki w miejsca emanujące ciepłem i tętniące życiem. Jeżeli idąc ulicami swojego miasta natrafiłeś na stragany kipiące kolorowymi wypiekami to wiedz, że właśnie wpadłeś w sidła jednodniowej akcji, która niepozornie zwie się  “Restaurant Day”. Tego dnia każdy może otworzyć swoją restaurację. Teraz już wiem, że Restuarant Day to pułapka, z której ciężko się wydostać, dopóki nie wypełni się żołądka do pełna. Nawet taki ignorant jak ja, który nie widzi dużej różnicy pomiędzy brzoskwinią a nektarynką, został nieświadomie złapany w sidła i uwiedziony kuszącymi zapachami.

“Stolica Wielkopolski była pierwszym miastem w Polsce i jednym z pierwszych na świecie, gdzie ludzie zaczęli włączać się do tej ogólnoświatowej akcji zapoczątkowanej w Finlandii.    [   a tu macie film z fińskiej akcji  ]

Pełne smaku tym razem były też Jeżyce, gdzie m.in. na malutkiej uliczce Zacisze wśród secesyjnych kamienic było można odwiedzić dwie jednodniowe restauracje. W klubie “U Sąsiadek” były domowej roboty pasztet, zupy, pierogi z trzema nadzieniami i desery, a na przeciwko u Dobrych dziewczyn było…jedzenie z koszyczka. Trzeba było napisać zamówienie, wraz z pieniędzmi (12 złotych za 4 ciasta) włożyć do koszyka pełnego liści i zadzwonić domofonem. Koszyk wędrował wciągany po ścianie kamienicy na ostatnie piętro, gdzie Dziewczyny przyjmowały i szykowały słodkości. I znowu koszyk zjeżdżał w dół. “

Jeżeli wybierzecie się kiedyś na “Restaurant Day” w Poznaniu to koniecznie zajrzyjcie do “Doliny Muffinków”. Tam pożarłem najlepsze muffiny jakie jadłem w życiu. Wielosmakowe babeczki, podane  w różnych wariacjach zaspokoją gusta najwybredniejsza smakosza. Nawet tak wybrednego jak ja!ródło: Głos Wielkopolski, film z sierpniowej akcji – Bien )